Z serii LIDER W KORPORACJI: No i spróbuj zrobić burzę mózgów, gdy w pomieszczeniu jest tylko jeden mózg...

Kot Ministra?
Kot Ministra?
Ha, wiem o czym pomyśleliście. Widzę to oczami wyobraźni: sala konferencyjna, a w niej zespół 5-8 osób. Czekają na ‘entree’ głównej osoby. Szefa. Najważniejszego mózgu w budynku (bo dodatkowo wyposażonego we władzę). Sytuacja nie jest wyjątkowa. Potrafi zdarzać się często w firmach o głośnych nazwach. Im nazwa głośniejsza – tym mózg szefa większy, a reszta mózgów bogobojnie wyciszona na ‘stand-by’ i kurcząca swe ciała na korporacyjnych krzesełkach. Taki czasem life. Ale dziś o burzy, burzy mózgów. Co o tej technice poszukiwania rozwiązań sądzicie. Posiłkujecie się nią regularnie?

Ale to nie dziś o wielkościach szefów. Dziś o burzach samotnych lub grupowych - w mózgach.
Są tacy, którzy krytykują kolektywne spotkania w poszukiwaniu idei. Twierdzą, iż w fazie generowania pomysłu w grupie osób dochodzi w pewnym momencie do blokowania twojej wyobraźni, co wynika z faktu, iż skupiasz się bardziej na tym, co mówią/sugerują/myślą inni, w tym samym czasie wyłączając swój tok myślenia dookoła danego pomysłu. Nie można słuchać i myśleć jednocześnie, tak jak nie da się jednocześnie myśleć i czekać na ‘swoje wejście z wypowiedzią’.



Jeśli burza mózgów w twoim biurze się z jakichś powodów nie sprawdza lub od ciebie jednego oczekuje się nowatorskiego rozwiązania – możesz pokusić się o burzę w twoim mózgu. Jednoosobową. Nikt nie powinien się przed tym wzbraniać. To od tego, jak twórczy i kreatywny jesteś ty, jako 1-osobowa spółka, zależy bardzo wiele w miejscu pracy.

Ludzie często nie wierzą, że samemu da się we własnym mózgu zrobić burzę wokół jakiegoś zagadnienia. Fakt, że jest to utrudnione przez chodzenie we własnych myślach utartymi drogami i schematami.

Obecność moderatora na wieloosobowym ‘brainstormingu’ jest cenna, bo to właśnie on wybija nas z najczęstszych kolein myślowych. Bierze na siebie odpowiedzialność za kierunek, w którym wiedzie grupę. To on decyduje, za którą myślą podążać, co drążyć, a co odpuścić.

Ale my nie zawsze chce się dać ograniczać. Wiec czemu nie spróbować samodzielnej burzy mózgu?

Istnieje wiele technik rozwijających i wzmacniających zdolności twórcze. Warto się nimi posiłkować każdorazowo przed swoją pracą 'właściwą'. To jak rozgrzewka przez bieganiem czy pływaniem. Spójrz na kilka takich rozgrzewek:

• Zapewne słyszałeś o polecanej przez specjalistów technice zwanej ‘free writing’, która polega na regularnym (codziennym) zapisywaniu jednej strony w zeszycie potokiem swoich myśli. Na początku jest trudno. Nie wiadomo co zapisać, co odpuścić, ale z czasem przychodzi to coraz bardziej lekko i naturalnie. Technika ta pomaga się rozpisać, a i z czasem strumień staje się coraz ładniej ujęty w sformułowania, i coraz mniej chaotyczny.

• Można skrzętnie zapisywać (lub nagrywać na telefonie) każdy swój ciekawy pomysł, który pojawi się w ciągu dnia, by popołudniem do niego wrócić i ocenić przydatność do własnych celów. Tak robi np. Richard Branson. Ma zawsze przy sobie notes do notatek. Od swoich podwładnych menadżerów, zarządzających poszczególnymi biznesami w jego grupie, oczekuje posiadania i posługiwania się notesami, w których ci mają za zadanie notować pomysły pracowników.

• Warto umieć abstrahować, czyli definiować i redefiniować obiekty, klasyfikować je według mniej lub bardziej typowych kryteriów, dostrzegać podobieństwa między nimi. Fajnym ćwiczeniem na abstrahowanie jest ‘Kot ministra’. Zadanie polega na wynajdywaniu zmyślonych określeń tytułowego kota na zadaną literę (np. pierwszą literę twojego imienia). A więc dla mnie to byłoby np.:
Kot ministra jest miękki.
Kot ministra jest modelowo usadowiony.
Kot ministra jest mokry deszczem.
Kot ministra jest muzykalny.
Kot ministra jest maniakalnie zazdrosny.
Kot ministra jest mądry nadzwyczajnie.
Kot ministra jest musztardowy-mydlany.
Kot ministra jest muzycznie niestrojący.
Kot ministra jest modrooki i mdłosłodki.
Kot ministra jest mglisty matrymonialnie.
Kot ministra jest mitrężony u mierzei.
Kot ministra jest monarchicznie ukierunkowany.
Kot ministra jest miłosiernie milczący.
Kot ministra jest mistrzem matematyki.

Im bardziej pobudzasz wyobraźnię – tym lepszy efekt. To zadanie ma właśnie taki zamysł: uaktywnić liczne pola semantyczne, oddalone znaczeniowo od wyjściowego obiektu (tu: kota). Wymaga utrzymania w gotowości dużej części indywidualnego słownictwa i nie jest możliwe bez abstrahowania, czyli pomijania wszelkich innych cech obiektu, poza tymi cechami, których nazwa zaczyna się na określoną literę alfabetu. Doskonała rozgrzewka.

• Ciekawym ćwiczeniem stosowanym w podobnym celu jest ćwiczenie pt. ‘Podobieństwa’, polegające na wybraniu 3 przypadkowych rzeczowników (np. gabinet, opona, testament) i wyszukiwaniu łączących ich cech. Aby doszukać się podobieństw (choćby metaforycznych lub skojarzeniowych), najpierw należy wyabstrahować cechy każdego z obiektów.

Ćwiczenia w "Podobieństwa" czy "Kota ministra" można robić, jadąc do pracy lub stojąc w kolejce. Im częściej ćwiczysz – tym lepiej dla ciebie i sprawności twojego mózgu.

Jest kwestią własnych przekonań, czy jesteś w stanie samodzielnie spreparować podobnie interesujące rozwiązania, jakie możliwe są do odkrycia w grupie. Już sam fakt, że wyplujesz z siebie wiele (co dla jednego jest 3, a dla innego 10) różnych rozwiązań dla danego zagadnienia, spowoduje, że własny brainstorming uznasz za udany.

Niech cię nie łudzi i nie satysfakcjonuje dotarcie do ‘całkiem zadowalającego’ rozwiązania, które wydaje się dalekie od ‘pierwszego, najbardziej oczywistego’. Po dotarciu do tego etapu należy wrócić do punktu wyjścia i przejść proces raz jeszcze, tym razem inną drogą do kolejnego ‘całkiem zadowalającego’ rozwiązania. A potem – trasę powtórzyć raz jeszcze. Specjaliści twierdzą, że dopiero po trzecim rozwiązaniu stajesz się naprawdę kreatywny – bo ominąłeś najbardziej oczywiste rozwiązania, więc teraz hulaj pomysłowa duszo…

Zostawiam twojej ocenie co lepiej na ciebie działa – burza we własnym mózgu czy grupowa burza mózgów. Każdemu wedle potrzeb i możliwości.

O szczęśliwi ci, którzy w obu możliwych sytuacjach, będą umieli się powstrzymać od wszelkiej krytyki wobec siebie i innych oraz od ograniczających twórcze zapędy komentarzy. Im mniej oceniania i wyśmiewania pomysłów, tym ciekawsze efekty.

Rolą dobrego lidera jest stworzenie w firmie takiej strefy komfortu dla powstawania nowych idei, by każdy pracownik czuł się całkowicie swobodnie w dzieleniu się swoimi pomysłami.

Mikromanagement czy przesadne regulacje wewnętrzne skutecznie zamykają usta. Podczas gdy wskazówki są użyteczne dla stworzenia ram projektu, to skostniałość organizacji i usztywnienie jej struktur hierarchicznych, nie pozostaną bez wpływu na poziom gotowości do podejmowania ryzyka i na kreatywność (albo jej brak) u pracowników.

P.S.: Chuck N. - mój idol - jest bardzo kreatywny. Ostatnio wymyślił bezprzewodową słuchawkę prysznicową. Jego genialne, a tak skądinąd proste pomysły, powodują, że jestem jego musztardowo-mydlaną i miłosiernie milcząca fanką (podobnie jak mój Kot Ministra).
Trwa ładowanie komentarzy...