O autorze
Małgorzata Komońska: executive coach, leadership & creativity coach, pasjonująca się zagadnieniami rozwoju umiejętności przywódczych i tworzeniem środowiska, sprzyjającego innowacyjności i kreatywności; z 18-letnim doświadczeniem korporacyjnym w sektorze finansowym; założycielka www.mktalentcoaching.com; uwielbiająca kontakt z młodzieżą, dla której jej najważniejsze przesłanie to: odkryj swój potencjał i talent - miej odwagę realizować swoją pasję!

z serii LIDER W KORPORACJI: JAKĄ ROLĘ GRA PAMIĘĆ PRZY ROBIENIU PREZENTACJI? BEZCENNĄ

Jak twierdzi Woody Allen: 80 procent sukcesu to dobrze się zaprezentować. Zrobić dobrą prezentację to jak wygrać piątkę w totolotka. Trzeba opanować całkiem sporą listę składowych, które - gdy wzięte razem do kupy - dadzą albo coś, co się długo pamięta, albo…kupę.

Dobra pamięć jest czymś, co przy prezentowaniu odgrywa kolosalną rolę. U innych umiejętność ta potrafi mi imponować nieziemsko. Wzbudza we mnie zazdrość, choć to uczucie jest mi raczej obce.



Czy można się uczyć? Znajomy twierdzi, że tak. Ukończył kilku-etapowy kurs - z dobrym skutkiem. Oczywiście trzeba temu poświęcić czas, uwagę, i jakieś pieniądze.
A ja – ciągle w niedoczasie. Chciałabym tak, jak ma znajoma Agnieszka z Pragi Czeskiej – chodząca pamięć quasi-encyklopedyczna bez wysiłku i napinania się, dysponująca tyloma informacjami ‘z rękawa’, że nie umiem się opanować, by raz na jakiś czas nie dopytywać się, czy aby nic na ‘tę’ pamięć nie bierze. Niech ewentualnie coś poleci, jak to robić, czym to robić, co kupić, co zażywać? Bo ja też tak chcę!

Niestety, Agnieszka nic na pamięć nie bierze.
Jej odpowiedź z jednej strony mnie smuci, z drugiej cieszy. Postanawiam wziąć się z problemem za bary.

Umiejętność dobrego prezentowania w korporacji oznacza ni mniej ni więcej, tylko opowieść o planach, budżetach, wynikach, czy rynku na dobrym poziomie, czyli w sposób interesujący, z werwą, utrzymując kontakt z publiką, i co pewien czas rozluźniając atmosferę lekkim żartem. Wielka to sztuka, i…raczej rzadko spotykana w praktyce.

W życiu korporacyjnym trudno przecenić posiadanie dobrej pamięci. Dysponowanie faktami, cyframi bynajmniej nie ‘kapelusza’, ale z głowy, jest jedną z umiejętności, o których – gdy posiadana - winno się wspominać w CV.

Pamięć ma 3 cechy, które u każdego występują z różnym nasileniem: wierność szczegółom, trwałość i szybkość wydobywania informacji ze swoich zasobów. U mnie 1. cecha jest jak żyleta, ale 2. i 3. niestety lekko niedomagają.

Czy normalny podoła?
Normalny – nie, ale normalny, który ślęczał nad tym dłuższy czas – tak. Bo – jak twierdzą specjaliści - nie ma takiego pojęcia, jak ‘zbytnie przygotowanie się’ do poprowadzenia prezentacji.
Fakt, że prezenter przeprowadza prezentację nie korzystając z notatek, ma dla publiczności kolosalne znaczenie, Do mówienia z pamięci trzeba się długo przygotowywać, dlatego osoby prowadzące nader często o tym ‘zapominają’, co w efekcie powoduje, że korzystają w swoich prezentacjach z wielu slajdów, czasem nawet czytając je publice, albo ze sterty kartek, do których co chwilę zaglądają.

Pamięć - jeden z 5 elementów kanonu retoryki (teza, plan, styl, pamięć i zaprezentowanie) wygląda na tle pozostałych trochę staroświecko, bo można jej rolę w XXI w. zminimalizować PowerPointem, prompterem, samoprzylepnymi karteczkami, zeszytem, czy choćby notatkami poczynionymi długopisem na wewnętrznych stronach rąk, albo…na pudełku papierosów.
Ale wszyscy wiemy, że mówienie z pamięci, a czytanie ze slajdów pozostawią u słuchaczy dwa skrajnie różne wrażenia.

W starożytności ćwiczono mówienie z pamięci, bo było to traktowane jako warunek sine qua non dobrej prezentacji. Bez niej nie wypadało się przekonująco. Pamięć była sztuką samą w sobie. Uwiarygadniała.

Uwiarygadnia i imponuje także dziś. Dlatego pozytywnie odbieramy osoby, które lata po przelotnym z nami spotkaniu, pamiętają naszą twarz, nasze imię czy nazwisko – cieszy wtedy każdy element ich pamięci. Bo zapamiętani - czujemy się ważni i wyjątkowi.

Podobnie wyjątkowe czują się słuchacze, kiedy prezenter jest w stanie wygłaszać swoją mowę patrząc im w oczy, mówiąc z przekonaniem, swadą i dowcipem. Może tego dokonać, mając perfekcyjnie opanowany tekst swego wystąpienia. Wiedząc, co chce powiedzieć, robi to dużo bardziej swobodnie i naturalnie. A wtedy trafia nie tylko do uszu słuchaczy, ale i do ich umysłu, czy – mówiąc kolokwialnie – serc.

Co zrobić, by lepiej pamiętać?
Specjaliści od mnemotechniki (technik pamięciowych) proponują wiele ćwiczeń, które dzięki metodzie łańcuchowych skojarzeń, pomogą nam pamięciowo opanować wymagający materiał.
Najpierw jednak trzeba w odpowiedni sposób spisać tekst wystąpienia, podzielić go na punkty wiodące (najlepiej 3, a maksymalnie 4; podobno percepcyjnie jest to tyle, by gwarantowało zapamiętanie przez przeciętnego słuchacza), a te z kolei na podpunkty. Każdy z nich opisywany jest słowem-kluczem, który na etapie zapamiętywania (na przykład metodą zwaną Rzymski Pokój), ma do siebie przypisaną w naszym umyśle pewną historyjkę lub obraz, działający na naszą wyobraźnię i emocje.

Stosownie i wciąż przekonywująco w czasie prezentacji wygląda posiłkowanie się kartkami wielkości pocztówek, na których można mieć zanotowane Słowa-Klucze swojego wystąpienia. Należy je w dłoni trzymać dyskretnie. Dla każdego prezentera będą istotnym wsparciem psychicznym.

Rację mają ci, którzy twierdzą o sztuce publicznych wypowiedzi, że
NIE WAŻNE CO SIĘ MÓWI, ALE WAŻNE JAK.
Pamięć odgrywa tu kluczową rolę.
Z dużej ilości ‘doświadczonych’ prezentacji pamiętam bowiem te 2 (słownie: dwie!), które były mówione z pasją, polotem i dowcipem. A te są warunkiem dobrych umiejętności mnemotechnicznych.
Czas więc się udać do….rzymskiego pokoju. Czeka mnie niedługo prezentacja.
Trwa ładowanie komentarzy...