O autorze
Małgorzata Komońska: executive coach, leadership & creativity coach, pasjonująca się zagadnieniami rozwoju umiejętności przywódczych i tworzeniem środowiska, sprzyjającego innowacyjności i kreatywności; z 18-letnim doświadczeniem korporacyjnym w sektorze finansowym; założycielka www.mktalentcoaching.com; uwielbiająca kontakt z młodzieżą, dla której jej najważniejsze przesłanie to: odkryj swój potencjał i talent - miej odwagę realizować swoją pasję!

CO CI DAJE TO, ŻE UMIESZ PISAĆ? KOLEJNA CZYNNOŚĆ ODCHODZĄCA DO LAMUSA, CZYLI WIEJE ZGROZĄ

Notuję długopisem całkiem często - choć nie są to długie teksty.
Notuję długopisem całkiem często - choć nie są to długie teksty.
Czy niedługo długopisy czy papierowe notesy - choćby te najpiękniejsze - przestaną istnieć? Gdy świat pójdzie za przykładem Finlandii, która za 1,5 roku zaprzestanie w szkole nauczania odręcznego pisania i kaligrafii, przedmioty piśmiennicze, kartki świąteczne czy urodzinowe, notesy, będą niemodnym przeżytkiem, a co gorsza kompletnie bezużytecznym.

Czy słyszeli Państwo o tym, iż z rokiem szkolnym 2016/17 zniesiona zostanie w Finlandii nauka pisania odręcznego i kaligrafii? Zastąpić je ma pisanie na klawiaturze, które według Minny Harmanen z Narodowej Rady ds. Edukacji jest znacznie częściej używane, więc istotniejsze w codziennym życiu. Pani Harmanen twierdzi, iż „biegłe pisanie na klawiaturze jest ważną narodową kompetencją” (!).



Państwo fińskie przeznacza ogromne pieniądze na rozwój szkolnictwa. Uwaga: praca nauczyciela to prestiż. Aby uczyć w szkole trzeba mieś skończone studia magisterskie. Pedagogika jest najbardziej obleganym kierunkiem studiów, a zawód nauczyciela jest bardzo pożądaną profesją.

Dla władz fińskich oświata to priorytet. Aż w dołku ściska, by choć ociupina takowej priorytetyzacji zawitała nad Wisłę. W Finlandii wszystkie szkoły i uniwersytety są państwowe. Minimalna ilość uczniów uczęszcza do szkół prywatnych, ale też i oni nie płacą za naukę, ponieważ wszystkie koszty ponosi państwo. Co ciekawe, udzielanie płatnych korepetycji jest zakazane. Jeżeli uczeń ma trudności w uczeniu się, otrzymuje pomoc indywidualną w ramach zajęć w szkole. Fińskie dzieci, niezależnie od zdolności i umiejętności, chodzą do tych samych szkół, a wszystkie placówki w całym kraju proponują ten sam poziom kształcenia. W rezultacie w Finlandii różnica w poziomie wiedzy pomiędzy uczniami najsłabszymi a najzdolniejszymi jest najmniejsza na świecie.

Podoba się? Mnie zauroczyło.
Dopiero w zębach zgrzytnęło, gdy pojawiła się informacja o zarzuceniu nauki odręcznego pisania, które ma odejść do lamusa już za 1,5 roku.
Zgroza. W pierwszym momencie nie wierzyłam własnym oczom, gdy o tym przeczytałam. Jak to? Czytanie i pisanie to dwie podstawowe umiejętności, które wynosi się ze szkoły podstawowej. Dwie podstawy podstaw. Dwie z wielu czynności, które potrafi każdy - równe w swojej uniwersalności i niezbędności codziennemu myciu zębów, wiązaniu butów czy robieniu kanapek.

Ale przecież jako pierwszy taką odważną decyzję podejmuje uznany za doskonały w Europie system edukacyjny. Jak to ugryźć? Jak mocne musiały być argumenty za taką decyzją, by odważnie ją podjąć?

Nie potrafię wyobrazić sobie osoby, która nie umie pisać. Kojarzy mi się z kimś upośledzonym.

Zaczęłam więc śledzić siebie, by wiedzieć, kiedy piszę i czy to, że piszę ma znaczenie i jest niezbędne/zbędne (niepotrzebne skreślić ręcznie ☺).

Od wielu już lat piszę, jak kura pazurem. Bo pośpiech, po tempo, bo myśli biegną – różnie się tłumaczę, a przyczyna tkwi w tym, że nie mam do tego cierpliwości, nie mam ochoty na spędzanie nad tym dłuższego czasu niż potrzeba. Więc nie staram się i bazgrzę. Właściwie teraz ludzie listów/pocztówek nie piszą odręcznie, więc i wyrobienie w czytaniu czyjegoś odręcznego pisma jest coraz gorsze. W rezultacie myślę, iż mało kto byłby w stanie mnie odczytać. A i ja – kiedyś poznająca na pierwszy rzut oka autora kartki świątecznej – dziś znam charakter pisma najbliższych (ten się zresztą zaczyna zamazywać w pamięci, bo bardzo rzadko mam okazję go widzieć).
Co będzie z czytaniem charakteru z czyjegoś pisma? Zniknie pismo, a charakter będzie trzeba czytać pomiędzy linijkami maszynopisu.

W sobotę moi znajomi obchodzili 40-urodziny. Napisałam im kartkę urodzinową, którą włożyłam do paczki z prezentem, ale do tej pory czuję niepokój czy odczytają moje życzenia, które odręcznie napisałam na kartce. Coraz częściej myślę, iż moje pismo stało się bezużyteczne dla innych. Wolę napisać maila lub sms-a. Co gorsze, sama niejednokrotnie nie potrafię odczytać własnych notatek. Zgroza.
Może za rzadko odręcznie piszę? Napisanie życzeń urodzinowych to chyba najdłuższy tekst, jaki pisałam od roku na kartce. Na pisanie innych tekstów odręcznie szkoda mi energii – wolę pisać na komputerze, bo zmian czynię co niemiara, więc przekreślenia na kartce i adnotacje mocno skomplikowałyby wygląd zapisków, a w komputerze zawsze wersja czysta, poprawiona, poprawna, schludna, czytelna, etc.

Moje dziecko – nastolatek – ostatnio musiało się podpisać odręcznie na wniosku o wydanie paszportu. I co? Wyszło mu to tak ohydnie, że musiałam przepisywać (odręcznie – sic) treść wniosku na drugim egzemplarzu, by ten mógł się podpisać ładniej i wyraźniej.

Więc właściwie po co się uczyć pisania? Po to, by się podpisać na wniosku paszportowym? Po to, by się podpisać na terminalu, gdy się reguluje płatność kartą płatniczą? Przecież niedługo będziemy identyfikowalni przez nasze linie papilarne.
A konieczność zanotowania ad hoc kilku słów, dyktowanych nam przez kogoś przez telefon, może nie być wystarczającą przyczyną, dla której uczy się dzieci pisać. Niestety.

Pedagodzy twierdzą, że motoryka manualna to podstawa rozwoju, a rysowanie i malowanie za młodu nie jest wystarczające do odpowiedniego rozwinięcia pracy dłoni. Intuicyjnie mi do nich blisko.

I pomyśleć, że cały problem przez nomen omen kurs kaligrafii, na który wybrał się z braku ciekawych wykładów na studiach Steve Jobs. Kurs kaligrafii wydał mu się ciekawą alternatywą dla nieciekawych wykładów. Nie miał wiele wspólnego z komputerami, które chciał robić, jednak to fascynacja piękną kaligrafią potem zaowocowała tym, czego wcześniej w grafice komputerowej nie było - wspaniałymi czcionkami liter.

Prof. Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN o kursie kaligrafii Jobsa mówi: „To przykład na to, jak wiedza, która wydawała się totalnie niepotrzebna w świecie komputerów, całkowicie ten świat odmieniła. Dzięki temu mamy teraz znacznie lepsze urządzenia do pisania, edycji i składu tekstów, chyba nie ma grafika, który nie korzysta z pomysłów firmy Apple. Co więcej, zmienił się kierunek, w jakim zaczął się rozwijać rynek komputerowy i cała jego filozofia. Estetyka i design stały się jego nieodłączną częścią”. (pełna wypowiedź prof. Turskiego tu: http://www.wykop.pl/ramka/2267366/rewolucja-w-finlandii-nie-beda-uczyc-dzieci-odrecznego-pisania/).

Jeśli z krótkiego kursu kaligrafii Steve Jobs umiał zrobić pożytek tego formatu, to kto zapewni, że odręczne pisanie – czynność ćwicząca cierpliwość, precyzję, dokładność, nie da innych pożytków? Co z pisarzami, co z malarzami, co z krytykami, recenzentami, dziennikarzami? Czy to nie od pióra zaczęła się ich pasja?

Cóż, może przeceniam rodzaj narzędzia, jakim jest ręka, służącego do pisania. Może smartphone czy tablet dadzą podobny rezultat w postaci spisanego tekstu książki, spisanych komputerowo wspomnień, czy graficznie pięknie skonstruowanych życzeń urodzinowych. Ale będzie w tym inna dusza – komputerowa dusza. Odręcznie napisana pocztówka z wakacji będzie coraz rzadszym dobrem, tak jak list do ukochanej osoby. Odgrzebiemy go za 25 lat w pudłach na strychu i będziemy czcić, jak cenny skarb z przeszłości.
A garstka osób, umiejących kaligrafować, będzie wtedy ceniona za swoje wyjątkowe umiejętności.

I tak historia zatoczy koło.
Trwa ładowanie komentarzy...